

Broń, o której dziś wspomnę, nie jest może obiektem kolekcjonerskim, mieści się jednak w założonych przez nas ramach czasowych. Do niedawna był to jeden z najpopularniejszych pistoletów bocznego zapłonu na polskich strzelnicach. Zyskał tam sobie miano niemal niezniszczalnego i niezawodnego. Mam tu na myśli Browninga FN 150… choć ta popularna nazwa nie jest do końca poprawna.
Pistolet został opatentowany w latach ’60 przez konstruktora o znanym nazwisku Browning, jednak nie był to znany wszystkim John Moses a jego wnuk Bruce Warren. Postanowił on włączyć do oferty Fabrique Nationale pistolet sportowy bocznego zapłonu. Jest on w sumie formą rozwojową pistoletu jego dziadka, czyli Colta Woodsmana. Pewne zmiany konstrukcyjne dotyczyły głównie przeniesienia przyrządów celowniczych z zamka na szynę, będącą integralną częścią lufy, co umożliwiało łatwą jej wymianę. W związku z tym powstał też specyficzny system jej mocowania ze skośnie wkręcaną śrubą z przodu.Pistolet przeszedł w swej historii kilka zmian konstrukcyjnych polegających na zmianach długości lufy czy zmianach konstrukcyjnych zamka, umożliwiających jego zatrzymanie się w tylnim położeniu po oddaniu ostatniego strzału. spowodowało to, iż oferowany był w kilku wariantach o różnych nazwach własnych.
Sprawę komplikuje jeszcze bardziej to, że był sprzedawany równolegle na rynku europejski i amerykańskim. W USA oczywiście miał zupełnie inne nazwy modeli. Bałagan jak cholera.Pierwszy model nosił w Europie nazwą Standard, zaś w USA Nomad. Sprzedawany był w komplecie z dwoma lufami o dł. 114 i 229 mm.

Kolejnym produktem stał się Tir (w USA Challenger). Wymieniono w nim spust (na śliczny, pozłacany, tarczowy język spustowy) oraz przekonstruowano zamek aby ułatwić rozkładanie pistoletu. Wtedy też zamek już pozostawał w tylnym położeniu po oddaniu ostatniego strzału.Produkowano jeszcze ich wersje mające spełniać wymogi strzelectwa sportowego. Wyróżniono je odpowiednio Tir 150 i Challenger 150.

Challenger /Tir
Ostatnim i moim zdaniem najpiękniejszym, modelem był Concourus, dla Amerykanów Medalist (stąd zapewne często pojawiająca się w handlu nazwa FN M150). Wyposażono je w ergonomiczny chwyt, łoże pod lufą, i co ciekawe w mechanizm spustowy umożliwiający suchy strzał. Ten mechanizm powoduje to, że obecnie zdarza się kupić ten pistolet jako uszkodzony, bo bezpiecznik jest przestawiony w pozycję treningową (ponoć przesunięcie go z niej w inną wymaga sporo siły). Oczywiście powstała też ich wersja sportowa z dopiskiem 150.

Concourus /
Medalist
Piszę to wszystko tylko po to aby stwierdzić, że pomimo posiadania tego pistoletu, za cholerę nie potrafię stwierdzić jaki mam model :). Stawiam na Tira/Challengera. Jednak i tak bardzo go lubię. To jedyny pistolet z którego udało mi się oddać serię pięciu dziesiątek pod rząd i to ze strzelnicowego egzemplarza. Szkoda, że tylko raz. Ciekaw jestem czy uważacie, że słusznie trafił do działu kolekcjonerskiego?


Zdjęcia poglądowe, poza dwoma, są z netu, ja nie umiem robić ładnych zdjęć. Oparłem się głównie na (bibliografią tego nie nazawę):Bas Martens, Nie tylko na wojnę: pistolety sportowe FN-Browning .22, Strzał Magazyn o broni 2/2016
2 myśli nt. „FN 150. Dawny koń roboczy polskich strzelnic. Broń kolekcjonerska.”
Browningi maja projektowanie broni we krwi haha. Jak najbardziej kolekcjonerska.
Z pierwszym się zgadzam a drugie mi też pasuje. Powoli to zabytek się robi.